— Otwórz, mężu, drzwi. Zimno mi. Na dworze panuje okropny chłód.

— Nie otwieraj — powiedział rabbi Meir. — To nie twoja żona woła.

Po kilku chwilach ciszy usłyszeli jakby głos najstarszego syna Jehudy. Wąż udając go wołał:

— Otwórz, ojcze, drzwi. Boję się dzikich zwierząt, które grasują w naszej okolicy.

— Nie otwieraj. Nie bój się. To nie twój syn.

W ten sposób wąż próbował kilka razy oszukać reb Jehudę. I kiedy to nie odniosło skutku, zrozpaczony zawołał:

— Biada mi, ponieważ rozkazy wydane na ziemi obaliły rozkazy wydane w niebie.

I zwinąwszy się w kłębek, zdechł.

Nazajutrz powrócili do domu żona, synowie i córki i wszyscy pozostali członkowie rodziny. Rabbi Meir polecił Jehudzie zapytać ich, czy w nocy prosili go o otwarcie drzwi.

— Nie — odpowiedzieli chórem. — Ani na chwilę nie opuściliśmy naszego tymczasowego miejsca schronienia.