Jako postanowił, tak i zrobił. Udał się do domu rzeźnika i stwierdził, że jest niezmiernie bogaty. Serdecznie przyjęty, spędził w jego domu osiem dni. Rzeźnik nie szczędził gościowi oznak czci i szacunku. Podczas wspólnego spaceru rabbi Szymon zapytał go, czym się w życiu szczególnie zajmował i czego dokonał.
— Z powodu moich grzechów — odpowiedział rzeźnik — mało zajmowałem się Torą. Byłem przede wszystkim rzeźnikiem. Wyrosłem w biedzie i tylko pracy zawdzięczam moje bogactwo. Kiedy stałem się bogaty, zacząłem rozdawać wszystkim rodakom w mieście i poza miastem mięso w sobotę. Nie żałuję biedakom pieniędzy.
— Czy oprócz tego — zapytał go rabbi Szymon — jeszcze czegoś innego i ważniejszego dokonałeś w życiu?
— Powiem ci szczerze, czego kiedyś dokonałem. Jestem w tym mieście poborcą podatkowym. Kiedy do naszego portu przybija okręt, ściągam z niego podatek. Pewnego dnia po zapłaceniu podatku kapitan zaproponował mi kupno jakiejś drogocennej rzeczy, którą przechowuje na statku.
— Co to za rzecz? Muszę przecież wcześniej wiedzieć, jeśli mam zamiar kupić.
— Zapłać z góry — oświadczył mi kapitan. — Jeśli teraz jej nie kupisz, to już nigdy jej nie dostaniesz.
— Ile za nią chcesz?
— Dziesięć tysięcy złotych denarów959.
— Pokaż mi, co to za towar.
— Nie pokażę ci, póki z góry nie zapłacisz. Tym razem jednak nie dziesięć, ale dwadzieścia tysięcy.