Uczniowie poprosili Hilela, żeby im to jaśniej wyłożył za pomocą przypowieści. I Hilel przytoczył im taką przypowieść:

— Kupon nowego, lśniącego, czystego lnu leżał na stole. Lśnił i pysznił się swoją pięknością i doskonałą jakością: „Będę wspaniałą szatą dla tego, który będzie mnie nosił”. I rozejrzawszy się dookoła zauważył, jak w kącie pokoju zwisa z krzesła brzydka i brudna kapota. Nowa płachta lniana pokpiwała sobie z brudnej starej kapoty: „Ale ty wyglądasz, ty wstrętna szmato!”. Przeszło kilka dni. Z lnu uszyto garnitur dla gospodarza domu. Ubrawszy się w nowy garnitur, gospodarz włożył nań starą kapotę. Nowy garnitur poczuł się dotknięty. Wybuchnął gniewem i zawołał do kapoty: „Powiedz mi, czym sobie zasłużyłaś, że jesteś teraz nade mną?”. — Bardzo proste. Zaniesiono mnie do pralni. Tam mnie oczyścili i tak długo obijali kijami, aż wybito ze mnie wszystek kurz, piasek i brud. Kiedy to się stało, pomyślałam sobie: „Cierpienie i ból, jakich doznałam, w sumie się opłaciły. Wyglądam teraz lepiej i piękniej. I kiedy pogrążona byłam w tych rozmyślaniach, wrzucili mnie do kotła z gorącą wodą i ugotowali. Potem przenieśli mnie do kotła z letnią wodą. Obmyli mnie, opłukali, wysuszyli i wyciągnęli. I nagle stwierdziłam, że ze starej, brudnej kapoty przeistoczyłam się w ładne, solidne ubranie. Wtedy zrozumiałam, że nie można być wywyższonym, jeśli się przedtem nie doznało cierpień”.

— Słusznie — orzekli uczniowie. — Sam rabbi Hilel swoim życiem potwierdza tę zasadę. Zanim osiągnął sławę i stał się wielkim uczonym, niejedno cierpienie było jego udziałem. Potwierdza ją również życie Józefa1050, syna praojca Jakuba1051. Zanim został wielkim dygnitarzem dworu faraona1052, przeżył los sprzedanego niewolnika i długoletniego więźnia w Egipcie.

W dobrych rękach

W Erec Israel1053 żył ongiś bardzo biedny ogrodnik. Nie był w stanie utrzymać licznej rodziny. Pewnego dnia podczas normalnej pracy w ogrodzie podszedł doń nie znany mu przedtem, dostojnie wyglądający mężczyzna i bez wstępnych ceregieli zakomunikował rzecz następującą:

— Sądzone ci jest siedem tłustych lat. W tym okresie będziesz zażywać bogactwa i zaszczytów. Od ciebie zależy, czy pragniesz te siedem lat mieć teraz, czy na starość.

Ogrodnik pomyślał, że ma przed sobą czarownika, który zawodowo wróży mu po to, żeby dostać zapłatę, i dlatego dość opryskliwie oświadczył:

— Nie mam ci nic do ofiarowania. Idź z Bogiem.

Następnego dnia ten mężczyzna znowu zjawił się w ogrodzie. Tym razem przyszedł z samego rana i powtórzył wczorajszą zapowiedź wraz z pytaniem, czy ogrodnik chce być bogaty i szczęśliwy już teraz, czy na starość. Odpowiedź ogrodnika była taka sama jak wczoraj. Kiedy mężczyzna przyszedł do ogrodnika po raz trzeci, ten stracił cierpliwość i podniesionym głosem zawołał:

— Czego chcesz ode mnie? Dlaczego przeszkadzasz mi w pracy! I bez ciebie jest mi ciężko. W domu czekają na mnie głodne dzieciaki. Czekają na kawałek chleba, na który muszę zapracować. Bądź więc taki dobry i zostaw mnie w spokoju.