Pewnego razu jednemu udało się przekroczyć granicę, żeby odwiedzić przyjaciela. Złapano go i oskarżono o szpiegostwo. W doraźnym trybie odbył się sąd, który skazał go na śmierć. Na rozprawie obecny był król. Skazany padł mu do nóg i zawołał:

— Łaskawy królu! Skoro już skazany zostałem na śmierć, proszę cię o jedno.

— O co prosisz?

— Jestem jednym z największych kupców w moim kraju. Większą część moich towarów sprzedałem odbiorcom na kredyt. Weksli od nich niestety nie wziąłem. Moja żona nie ma pojęcia, ile mi się od nich należy. Jeśli zginę, ona wraz z dziećmi będzie klepała biedę. Dlatego proszę cię, łaskawy królu, żebyś pozwolił mi udać się na krótko do domu w celu załatwienia moich rachunków z dłużnikami. Zaraz potem wrócę, żeby przyjąć należną mi karę.

— A gdzie jest pewność, że wrócisz?

— Panie i władco! Mam tutaj przyjaciela. On udzieli gwarancji. Poręczy własnym życiem.

Król wezwał przyjaciela, na którego powołał się skazany, i zapytał go:

— Jeśli on nie wróci w terminie, zgadzasz się ponieść za niego śmierć?

— Tak, królu, oddam własne życie za niego, jeśli nie wróci na czas.

— Dobrze, ciekaw jestem, czy ten obcy przybysz dotrzyma słowa. Daję mu miesiąc.