— Miły panie, wytchnij trochę, nie dawaj ucha żałości. Widzisz ten gęsty krzak okolony szerokim rowem; schowajmy się tam, ludzie przechodzą tłumnie drogą, udzielą nam nowin. Jeśli Izloda zginie, synu, przysięgam na Boga, syna Maryi, nigdy nie spocząć pod dachem, aż do dnia, w którym ją pomścimy.
— Miły nauczycielu, nie mam miecza.
— Oto jest, przyniosłem ci.
— Dobrze, nauczycielu, nie lękam się już niczego prócz Boga.
— Synu, mam jeszcze pod burką coś, co cię ucieszy: tę koszulkę stalową, lekką a mocną, która ci może posłużyć.
— Daj, miły nauczycielu. Na tego Boga, w którego wierzę, oswobodzę teraz swą miłą.
— Nie, nie śpiesz się — rzekł Gorwenal. — Ani wątpić, Bóg chowa dla cię jakąś pewniejszą zemstę. Pomyśl, iż nie jest w twej mocy zbliżyć się do stosu; mieszczanie otaczają go i boją się króla; niejeden życzyłby z serca twego ocalenia, a i tak pierwszy zadałby cios. Synu, dobrze to mówią: szaleństwo to nie dzielność. Czekaj...
Owo, kiedy Tristan skoczył z wysokiej skały, biedny człowiek z drobnego ludu widział go, jak się podnosił i uciekał. Pobiegł do Tyntagielu i wślizgnął się aż do komnat Izoldy:
— Królowo, nie płacz. Twój miły ocalił się.
— Bóg — rzekła — niechaj będzie pochwalony! Teraz niech mnie wiążą lub rozwiązują, niech oszczędzą lub zabiją, nie dbam o to!