Wówczas ze wszystkich piersi wielki krzyk uwielbienia podniósł się ku Bogu.

XIII. Głos słowika

Tristan defors e chante e gient

Cum rossignol que prend congé

En fin d’esté od gran pité.

Le Doumei des Amanz

Kiedy Tristan, wróciwszy do chaty leśnika Orri, odrzucił kostur i zdjął z siebie burkę pielgrzyma, poznał jasno w sercu, iż nadszedł dzień, aby dotrzymać wiary zaprzysiężonej królowi Markowi i oddalić się z kraju Kornwalii.

Czemu ociągał się jeszcze? Królowa usprawiedliwiła się, król miłował ją, czcił. Artur w potrzebie ująłby się za nią i od tej pory żadna zdradziecka sztuka nie mogła nic przeciw niej. Po co dłużej krążyć w okolicy Tyntagielu? Narażał próżno życie i życie leśnika, i spokój Izoldy. Tak, trzeba jechać; ostatni to raz pod suknią pielgrzyma na Białej Równi uczuł ciało Izoldy w swych ramionach.

Trzy dni jeszcze zwlekał, nie mogąc się oderwać od kraju, w którym żyła królowa. Ale kiedy przyszedł czwarty dzień, pożegnał się z leśnikiem, który mu dał gospodę i rzekł do Gorwenala:

— Miły nauczycielu, otoć godzina długiej podróży: pójdziemy ku ziemi walijskiej.