— Ej, nie — rzekł Tristan — to Brangien, wierna służka.
Wtem droga rozjaśniła się, jak gdyby słońce spłynęło nagle przez sitowie wielkich drzew, i ukazała się Izold Jasnowłosa. Diuk Andret, niech go Bóg pohańbi! jechał po jej prawicy.
W tejże chwili wzniósł się z krzaku głogowego śpiew piegży i skowronka: to Tristan wkładał w tę melodię całą swoją tkliwość. Królowa zrozumiała poselstwo przyjaciela. Spostrzegła na ziemi gałązkę leszczyny, w której tkwi mocno źdźbło przewierścienia i myśli w sercu: „Tak i z nami, przyjacielu; ani ty beze mnie, ani ja bez ciebie”. Zatrzymuje rumaka, zsiada i podchodzi ku klaczy, która nosiła na sobie budkę bogato ozdobioną kamieniami; tam na purpurowym kobiercu spoczywał piesek Miluś. Bierze go w ramiona, głaszcze dłonią, pieści krajuszkiem płaszcza z gronostajów, świadczy mu wszelką czułość. Następnie złożywszy pieska z powrotem w kołyskę, obraca się w stronę głogowego krza i powiada głośno:
— Ptaszyny tego lasu, któreście mnie uweseliły piosenką, biorę was w najem. Podczas gdy mój pan Marek będzie jechał aż do Białej Równi, ja zatrzymam się w zamku Świętego Łubina. Dążcie tam za mną, ptaszyny: dziś wieczór nagrodzę was sowicie jako dobrych minstrelów.
Owóż słuchajcie nowej przygody. W porze gdy przeciągał orszak królewski, tam na drodze, gdzie Gorwenal i giermek Kaherdyna pilnowali koni swych panów, zjawił się rycerz w zbroi, imieniem Bleheri. Poznał z daleka Gorwenala i tarczę Tristanową: „Com ja ujrzał, pomyślał w duchu: to Gorwenal, a ten drugi to sam Tristan w swojej osobie”. Pchnął konia ostrogą ku nim i krzyknął:
— Tristanie!
Ale już giermkowie zatoczyli konie i umknęli. Bleheri, pędząc za nimi, powtarzał:
— Tristanie, stój, zaklinam cię na twe męstwo!
Ale giermkowie nie odwracali się.
Wówczas Bleheri krzyknął: