W grób przed nędzą się schowały.
Mnie zawistny los tu gniecie,
Znoszę nędzę, urągania1,
I nic nie mam na tym świecie
Prócz tej ręki do żebrania.
Bez nadziei, bez pociechy,
Tak pędzę życie tułacze,
Wzdycham do rodzinnej strzechy2,
Lecz jej pewnie nie zobaczę.
Za mną w rodzinnym ustroniu,