z basenu, w chlorze i czepku. Niech mają ręce z ołowiu, niech mają
z brązu. Niech kołysząc biodrami grzechoczą jak węże, jak wystraszone
dziecięce zabawki.
Niech twoim dziwkom, kochany, makijaż wyrasta na twarzy, niech
wyrastają im wyraziste kontury zawsze gdzieś na uboczu, zawsze przed
pierwszym promieniem, który mógłby zdradzić, niech będą na ciebie
gotowe.
Niech twoje dziwki, kochany, zmieniają się w lwice, w łanie. Niech będą
jak gryfice, jak centaurzyce, jak smoki. Niech mają w domu szpicrutkę
i święte obrazki, niech biorą je zawsze ze sobą.