Niech twoje dziwki, kochany, strzegą kaloryferów zimą, latem
wentylatorów. Niech dmuchają ci w kark zapachem świeżo przeżutego
piżma. Niech ci zdejmą pidżamę w paski, niech wciągną gładki,
syntetyczny jedwab.
Niech twoje dziwki, kochany, mieszkają w sąsiedztwie, pod
nami, nad nami, po obydwu stronach. Niech dzwonki w ich drzwiach budzą ze snów
umarłych i świętych, niech oni ci zazdroszczą.
Niech twoje dziwki, kochany, przychodzą do nas nocą. niech nam drą
prześcieradła, zostawią pod poduszką swoje martwe tipsy. Niech budzę
się w ich zrzuconych skórach, w ich koronkach z lumpeksów.