INNY DOWÓD. Dobro, którego człowiek pragnie dla siebie i które miłuje, będzie on miłował stalej, jeżeli dostrzeże, że inni miłują to samo (według Tw. 31 Części III), i dlatego (według Dod. do tegoż Tw.) będzie on dążył do tego, aby i inni je miłowali. A ponieważ to dobro (według Tw. 36) jest wszystkim wspólne i wszyscy się nim mogą cieszyć, przeto (z tej samej racji) dążyć będzie do tego, aby wszyscy się nim cieszyli, i to (według Tw. 37 Części III) tym więcej, im więcej napawa się on tym dobrem. Co b. do d.
PRZYPISEK 1. Kto, powodowany tylko wzruszeniem, dąży do tego, aby inni miłowali to, co on miłuje, i aby wszyscy żyli podług jego myśli, ten działa jedynie popędliwie i dlatego jest nienawistny, zwłaszcza dla tych, którzy mają inne upodobania i którzy z tego powodu również starają się o to i z taką samą popędliwością dążą do tego, aby inni — przeciwnie — podług ich myśli żyli. Ponieważ nadto najwyższe dobro, którego ludzie, powodowani wzruszeniem, pragną, jest zwykle takie, że jeden tylko może je posiadać, stąd się bierze, że miłujący nie są w zgodzie sami z sobą oraz że, lubiąc wychwalać rzecz umiłowaną, obawiają się, że się im uwierzy. Kto natomiast dąży do prowadzenia innych z pomocą rozsądku, ten działa nie popędliwie, lecz w sposób ludzki i dobrotliwy i jest w najwyższym stopniu zgodny z sobą samym.
Wszelkie pragnienia i działania, których przyczyną jesteśmy sami, o ile posiadamy ideę bóstwa, czyli o ile poznajemy bóstwo, zaliczam do religijności [religio]. Pożądanie zaś czynienia dobrze, powstające stąd, że żyjemy za przewodem rozsądku, nazywam moralnością [pietas]. Następnie pożądanie prowadzące człowieka, żyjącego za przewodem rozsądku, do tego, aby jednał sobie innych ludzi przyjaźnią, nazywam zacnością [honestas], a zacnym (honestum) to, co ludzie, żyjący za przewodem rozsądku, pochwalają, i przeciwnie — nikczemnym [turpe] to, co jest przeciwne przyjaźni stowarzyszającej. Nadto wykazałem też, jakie są podstawy państwowości127.
Z tego, cośmy wyżej powiedzieli, łatwo wreszcie poznać różnicę pomiędzy cnotą a niemocą. Otóż prawdziwa cnota nie jest niczym innym, jak życiem za przewodem rozsądku. Niemoc przeto polega jedynie na tym, że człowiek daje się biernie prowadzić rzeczom będącym poza nim samym i one wyznaczają go do czynienia tego, czego wymaga ogólny układ rzeczy zewnętrznych, nie zaś tego, czego wymaga własna jego natura, wzięta sama w sobie. Tego właśnie obiecałem dowieść w Przypisku do Twierdzenia 18 Części niniejszej.
Widać stąd, że owo prawo, zakazujące zabijać zwierzęta, jest oparte więcej na próżnym zabobonie i na niewieścim miłosierdziu, aniżeli na zdrowym rozsądku. Wzgląd bowiem na poszukiwanie naszego pożytku uczy konieczności łączenia się z ludźmi, a nie ze zwierzętami lub z rzeczami, których natura jest odmienna od natury ludzkiej, gdyż mamy to samo prawo względem nich, które one mają względem nas. Co więcej, ponieważ prawo każdego określa się przez jego cnotę, czyli moc, ludzie mają daleko większe prawo do zwierząt, aniżeli zwierzęta do ludzi. Nie zaprzeczam jednak temu, że zwierzęta czują, lecz zaprzeczam, aby z tego powodu nie wolno nam było dbać o swój pożytek, korzystać z nich dowolnie i obchodzić się z nimi tak, jak nam jest dogodniej, ile że nie zgadzają się one z nami co do natury i mają wzruszenia natury odmiennej od wzruszeń ludzkich (ob. Przyp. do Tw. 57 Części III).
Pozostaje mi jeszcze wyjaśnić, co jest sprawiedliwe i niesprawiedliwe, co jest winą i co zasługą; o tym zob. Przypisek następny.
PRZYPISEK 2. W Przydatku do Części I obiecałem wyjaśnić, co to jest uznanie i potępienie, zasługa i wina, co jest sprawiedliwe i niesprawiedliwe. Co się tyczy uznania i potępienia, to wyjaśniłem je w Przypisku do Tw. 29 Części III, dla pozostałych będzie teraz tutaj miejsce odpowiednie. Ale naprzód trzeba coś powiedzieć o stanie człowieka naturalnym i społecznym.
Każdy istnieje z najwyższego prawa natury, a skutkiem tego każdy z najwyższego prawa natury czyni to, co wynika z konieczności jego natury. Każdy przeto z najwyższego prawa natury sądzi, co jest dobre, a co złe, dba o swój pożytek według swojej myśli (ob. Tw. 19 i 20), mści się (według Dod. 2 do Tw. 40 Części III) i dąży do zachowania tego, co miłuje, oraz zniszczenia tego, czego nienawidzi (ob. Tw. 28 Części III). Gdyby ludzie żyli za przewodem rozsądku, to każdy (według Dod. 1 do Tw. 35) władałby tym swoim prawem bez szkody dla innych. Ale ponieważ ludzie podlegają wzruszeniom (według Dod. do Tw, 4), przewyższającym znacznie moc, czyli cnotę, ludzką (według Tw. 6), przeto te porywają ich często w różne strony (według Tw. 33) i stają się oni sobie nawzajem przeciwni (według Tw. 34), pomimo że potrzebują wzajemnej pomocy (według Dod. do Tw. 35). Aby więc ludzie mogli żyć zgodnie i być sobie nawzajem pomocni, potrzeba, aby się zrzekli swego prawa naturalnego i aby się upewnili nawzajem, że nie będą czynili nic takiego, co by drugiemu mogło wyrządzić szkodę. Jak zaś to może nastąpić, że ludzie, którzy koniecznie podlegają wzruszeniom (według Dod. do Tw. 4) i którzy są niestali i zmienni (według Tw. 33), mogą się wzajemnie upewnić i mieć do siebie nawzajem zaufanie, widać z Twierdzenia 7 Części niniejszej oraz z Twierdzenia 39 Części III, mianowicie z tego, że żadne wzruszenie nie może być powstrzymane inaczej, jak tylko przez wzruszenie silniejsze i przeciwne tamtemu, oraz z tego, że każdy się uchyla od przyczynienia drugiemu szkody z obawy większej szkody dla siebie. Na podstawie tego prawa może się utwierdzić społeczeństwo, skoro tylko samo poweźmie sobie prawo, które posiada każdy, mszczenia się i sądzenia o tym, co jest dobre, a co złe. A dlatego musi ono posiadać władzę przepisywania ogólnego porządku życia, wydawania ustaw i nadawania im siły nie z pomocą rozsądku, który nie może powstrzymywać wzruszeń (według Dod. do Tw. 17), lecz z pomocą gróźb. Takie społeczeństwo utwierdzone na ustawach i władzy samozachowawczej, nazywa się państwem, a ci, którzy w jego prawach znajdują obronę, zwą się obywatelami.
Rozumiemy stąd łatwo, że w stanie naturalnym nie ma nic takiego, co by według zgody powszechnej było dobre lub złe, ponieważ każdy, znajdujący się w stanie naturalnym, dba wyłącznie o swój własny pożytek i to według własnej myśli i, o ile ma wzgląd jedynie na swój pożytek, stanowi o tym, co jest dobre, a co złe, a żadna ustawa nie pociąga go do podlegania komu innemu poza nim samym. Dlatego w stanie naturalnym nie daje się pojąć żadna wina. Inaczej w stanie społecznym, gdzie wspólna zgoda stanowi o tym, co jest dobre, a co złe, i każdy jest pociągnięty do podlegania państwu. A zatem wina [peccatum] nie jest niczym innym, jak nieposłuszeństwem, które z tego powodu bywa karane wyłącznie z prawa państwa, przeciwnie zaś — posłuszeństwo poczytuje się obywatelowi za zasługę [meritum], dlatego że przez to samo uznaje się go za godnego korzystania z dogodności państwa. Następnie w stanie naturalnym nikt nie jest panem jakiejś rzeczy za zgodą powszechną i nie ma w naturze niczego takiego, co by mogło uchodzić za należące do jednego człowieka, a nie do drugiego, bo wszystko należy do wszystkich. Dlatego też w stanie naturalnym nie można pojąć żadnej woli, która by nadawała komuś, co mu się należy, lub odbierała komuś, co do niego należy, tj. w stanie naturalnym nie zachodzi nic takiego, co by można nazwać sprawiedliwym [iustum] lub niesprawiedliwym [iniustum]. Zachodzi to w stanie społecznym, gdzie na zasadzie wspólnej zgody stanowi się, co należy do jednego, a co do drugiego. Stąd widać, że sprawiedliwość i niesprawiedliwość, wina i zasługa są pojęciami zewnętrznymi, nie zaś przymiotami, które by wyrażały naturę umysłu. Ale dosyć o tym.