czarnego słońca prosto w twarze, bez przygotowania

prosto na rozdziawione twarze, bez przygotowania

Jesteśmy razem z tajemnego zakonu braci zgubionych

Mamy habity uszyte trochę ze smutnych spojrzeń

z klauzurą wiekuistego śpiewania i milczenia

Na naszych biodrach sznur przewiązany luźno

by czuć, że jeszcze istniejemy, by mieć dowód

wszystko wskazuje na to, że już nie jesteśmy

Mój zszywany ściegiem amatorskim brat-brak-wrak

na plaży z rękami pokłutymi w różne wzory