Zmierzcha już, zimno jest już, na zewnątrz

Idę skryta przez zmęczenie i mam słodką ślinę

Co rano czyszczę medale doskonałości

odznaczenia człowieka roku albo pół roku

taka łagodna, empatyczna, wszyscy lubią mnie

Promienne spojrzenie pieczołowicie mydlę, czyszczę

Te moje wyrestaurowane fasady to jedyna nadzieja

W kącikach ust i oczu, uszu tkwią wielkie czernie

wielkie apetyty niespełnione, głodne, ciągle by się spełniały

apetyty na wszystko, na wszystkich, mieć w sobie wszystko