Nie ma nic, tylko wielkie pogorzelisko wokół

Ten strup właściwy ciągle się goi i sklejony jest

z plastrem, jeszcze trzy minuty gojenia się

Daj mi właściwy powód mego czekania

W krainie zwęglonej baśni wszystko jest marne

Wszystko jest spalone, ze wstydu kryje swoje twarze

w kąty za karę

Tych kątów do odczekania miliardy, same kąty

Stoję bez ruchu, prawie jak umarła w kącie

Liczę do stu, liczę na ciebie, ojcze, liczę na liczenie