tłuszczem obrośnięty toczy naszą lotność

Spoczywasz senna przy mnie, ze znużenia, ze snu

Mój złowiony sum cały dnem umorusany, okraszony

ciągle w poszukiwaniu mętnych granic dna stawów

Węgorze czarne prześlizgują ci się między zębami

gdy milczysz, także się kłębią, jak po bitwach morskich

To ich umykanie, zakreślone grzbiety, słowa ze śliny

nie odczytywalne przez wróżbitów ani grafologów

Pochwycam cię, by w ich centrum oś ruchu zanikła

powodując ich nienaturalny chaos i rozwarstwienie