ale moje gniewne, czarne spojrzenie spod czoła

prześwietlało ich spiski na moje ciało i władzę

zatruwszy ich, cały świat zatruwając, patrzyłam

patrzyłam na agonię pełni i tej niby-nieśmiertelności

młodzieży, kwiatów, małych piesków, owadów

Te ramiona zgarniały wszystko dla siebie, dla mnie

Stałam się prawie legendą, żmijową panią ptaków

choć ma postura wykluczała aż takie okrucieństwo

Oleje wylewane pod me stopy, ścierane włosami

Popełniali samobójstwa przy białych winach