Pijąc winną przynętę, poczułam się senna i zmieniona

Krzyknęłam z nagłego bólu, rozrywającego mnie w środku

Wiedziałam, że zostałam otruta, krzyczałam o pomoc

Nikt z ucztujących nie przerywał biesiadowania śpiewnego

Na ich posągowych, marmurowych twarzach trwała cisza

z wolna dostrzegłam jednak delikatne uśmiechy rysujące się

Wybiegłam na korytarz i leżałam jak skulona ślimaczyca

plując siebie wokół, zsikując się z boleści przygodnej

Tak odchodzi bogini wraz ze swym postumentem na kołach

Winna trucizna zdobywała mnie w licznych żołądkach