cięła mnie na fragmenty, toczyła eksplozjami mą biel

urojoną i wymyśloną na potrzeby wizerunku wykutego

W ciągu jednego momentu mój chłodny oddech spadł

Oczy wytrzeszczyłam w marszczący się mrok czyhający

Wtedy poczułam do siebie nieprawdopodobny wstręt

Szept dziwny nie do zniesienia, przekrzykiwałam go

Całym swoim wściekłym rykiem królowej zagłuszyć go

Tylko to odezwało się we mnie, wielki mój wrzask

Odsunęłam się sama tam, gdzie najdalej, gdzie nie słychać

nic prócz mego głosu królującego nad śmiercią i nad łaską