Nieskończona liczba koncepcji, myśli, konstruktów

powołanych z przepełnienia do przepełnienia

do jeszcze większej obfitości przelewana

Czułem miliardy, były wspólne i oddzielne

Chłód owiewał mi twarz, spełniona rewolucja

To chłód dostrzegany przez niewielu

za słaba jakość soczewki w lornetce

Dryfowały tu nieoczekiwane metafory

burzycielskie i dzięki falom rytmiczne

Były jak resztki po rozbitych samo lotach