Dwie stojące z otwartymi ramionami, jedno zwierzę zbite

Wszystkie spojrzały na mnie, uśmiechając się przeciągle

Zauważyły moją obecność dotąd tutaj niedostrzeganą

Wtedy poczułam histerię olbrzymią i lęk odsłonięty

Uderzyła mnie fala zła niewypowiadanego w czoło

Rzuciłam się do ucieczki, tłumiąc swój zgubiony oddech

lecz ma ręka spoczywała już na klamce, która odskoczyła

a brama była taka piękna, karmelizowana z tłuszczem

Ot, te sztuczki opierające się na skrzypliwych zawiasach

one wiodą nas na zatracenie w głębiny najstraszniejsze