W wielkim uniesieniu mord rozkoszy i nieprzyzwolenia

Orałem jej ciało gładkie, poczułem się bezkarny w szale

trzaskając w jej morskie loki młotkiem remontowym

Zakopałem ją cichutko, uciekłem do swojej skrytki

Rugewit nadchodził we mnie z hukiem, drżeniem ziemi

nikt tego nie czuł, tylko ja znałem dziwne wibracje

Podsycałem w sobie te pragnienia unhappy endów

podniecając się tą wielką gromnicą na zigguracie wetkniętą

Śliskie były ryby wielokolorowe, ciągle na nie polowałem

Miałem władzę nad ich ławicami parskającymi śmiechem