Unikała mnie, płakała, gdy przychodziłam z pracy, z apteki

Praca sprzątaczki, wycieraczka po nocach, po nogach

Miałam być królową, królową cennych skarbów ukrytych

szmaragdowych buteleczek, odważników miedzianych

Wracałam do sutereny, gdzie była ona czuwająca

Spoglądała na mnie coraz rozumniejsza, wiedziała wszystko

jak bardzo jej nienawidzę, jak bardzo jej nie chcę i nie kocham

W cichości swego serca wymyśliłam pewnego dnia śmierć

Zatruję swą córkę najjaśniejszą Rosę, zabierającą mi władzę

orędującą, taką nieskazitelną, pewną swej obecności