Za mamusię jeszcze pięć, łyżeczkę za mamusię, ta ostatnia

Umyłam ją pierwszy raz, z pewną dozą uczucia dla odchodzącej

ceremonialne, tkliwe obmywanie prawie że trupa

Spoglądała na mnie prawie ciepło, głaszcząc mnie po policzku

Ułożyłam ją do łóżka i czekałam z niecierpliwością na jej sen

W głowie plotłam już nowe historie bez dwuletniej córki

Próbowałam ją budzić, a gdy nie usłyszałam oddechu

owinęłam małe ciało kocem i zawiozłam na działkę

Zakopałam ją pod zwiędniętymi porami, z zimna umierającymi

mrucząc kołysanki, uśmiechając się do siebie w nocnej aurze