Pokazywałam mu zdjęcia dawnych niepodporządkowanych

Śmialiśmy się wtedy, pijąc szampan wyborny, kochając się

na tych zdjęciach, jak na niebie czerwonym bóstwa razem

a ludy prymitywne odczytują to z konstelacji gwiazd

Mordowaliśmy wzajemnie swych kochanków z dziczy

przygodnych, obustronnych, śmiejąc się, ćpając

Biała jak kokaina królowa nocy rozkoszą i towarzyszem

Miałam parę tysięcy zdjęć z różnymi trupami pozującymi

w ekstazach cierpienia, bólu zatrzymanego na papierze

Śmierć zdarzyła się porą deszczową, gdy odpoczywaliśmy