Tylko ja wygrażający niebu i skarżący je za zbyt jasne noce

za zbyt trzeźwe poranki po bitwach

Nad małymi, skarłowaciałymi pochodami widnieję rozciągnięty

Ochraniała mnie gwardia milczących, mroźnych morszczuków

która często się zjadała wzajemnie, zachowując dynamikę nocy

Wielokrotnie próbowano mnie zabić eksplozjami komet

Pewna trajektoria meteorytu zawarła się we mnie, zahaczając

Przejeżdżałem swym wozem, gdy wpadliśmy w zasadzkę

Widziałem twarz młodego chłopca celującego, zdenerwowanego

ledwo utrzymywał karabin, rozdawany za darmo na pochodach