Krzyczą do mnie, śpiewają ochryple ze złości, chcą mnie zabić

jak mnie spotkają w jakimś sklepie z nabiałem, to wepchną mnie

wepchną mnie do tysiąca jogurtów z trującym wsadem z jeżyn

Może ci się trafi spróbować mnie, może trafisz akurat na mnie

Wpychają mnie do najbardziej bolesnych zakamarków, w dziury

Wciskają mnie do kretowisk ślepych, które skrywają w sobie coś

Potwory te nie mają żadnych portretów ni wizerunków, ni imion

nie pojawili się jeszcze fundatorzy zamawiający takie portrety

raczej nikt obrazów ich nie uczyni, z lęku przed takimi paletami

Teraz śpiewam jako kawałek najsłabszy, zdolny do pogłosu