Znam ja te wszystkie wyrażenia nagradzające i usypiające

aż raz niespodziewanie zdarzy się wam śmierć jak deszczowa pora

Posypani proszkiem do pieczenia wzrośniecie wysoko, potem w dół

strzepnę te wasze sztucznie wyciągnięcia, och, zakalcami będziecie

Podziwiajcie, jakże wielką nienawiścią was darzę w systemie ratalnym

Ja także, jak bóg, rozlewam się, żerując na waszym rozgnieceniu

Na waszych zemdlałych, zaśluzionych pyskach karpiowych składam całusy

szukające powietrza, łapcie rytmicznie śmierć w swe oskrzela płaskie

Pan wielkiego majestatu głosi dziś całemu światu śmierć

W mych ustach wieczna wzgarda, a w środku lepiej się nie pytać