Skłania przede mną czoło, żegna mnie uśmiechem

Zakrywa znów swe oblicze jako dusza czyśćcowa

odchodzi szukać w szkieletach swej fatamorgany

Przesuwa się wyraźnie moje epicentrum, przesuwa się

moje dygotanie spokojniejsze, jest spokojniejsze

Pieśń trzydziesta pierwsza. Pas graniczny

Skulona z zimna nie widzę nic

tylko siebie, 68 kg mięsa mielonego

co by się nadało

Jadą pociągi transportowe na bocznice