Czuję mnożącą się obecność, tysiące nad i pod

z boku i zewsząd czuję ich niecierpliwość

Przede mną tylko okno, w którym ustawiam się

we właściwym miejscu, pod właściwym kątem

Posłusznie, z spuszczoną głową patrzę w dół

w przepaści głębokie i tęskne, tak tęskne

Topnieje tu popiół zmiatany pod rogi dywanu

Kto tu zagląda zgięty do środka, ten tak wygląda

Uderzasz mnie mocno w bok, przechodzę

W milionach okien stoją poeci z otwartymi usty