żadnych dźwięków samodzielnie nie wydają już z siebie

Zgarniani, zbawiani grupowo w pośpiechu przypływów

Rozgrzeszenie w tłumie przeoczą ich dawne pozdrowienia

dla szatana z wakacji, listy, które wysyłali spod swych ud

bo się im dziwnie pomylił adresat, może to wina poczty

Ramionami tak szerokimi zbierani z głębokich wykopów

wyżłobionych w wapieniach przybrzeżnych, podmytych

w ramach stawki, którą zabiera zwycięzca za partię

gry w kości za kości

Uderzasz mnie mocno w bok, przechodzę