Miało być sterylnie biało, chłodno

żeby nikt nie wchodził do mojej pułapki

zaprojektowanej na siebie samą

Mogłabym ciągle przypudrowywać się

spoconą twarz kokainą oblepiać

zachowując ten śnieżny odcień bieli

prawie nieczłowieczeństwa, diamentowy

prawie boski chłód spojrzenia na wszystko

Pozbyć się balastu głośnych opowieści

wielkiego chrzanienia ze szklanką wina