Zamykają oczy, zaciskając je do środka, obawiając się huku

przypominają sobie jakieś pourywane strzępy modlitw

Ty stoisz przy nich i celujesz prosto w ich twarze ściśnięte

Wydaje ci się, że widzisz twarze wszystkich męczenników

rzeźbionych w miękkim drewnie przez szatana rzemieślnika

On uwypukla, jak mocno cierpią z niczego, dla igraszki losu

Te lukrowane słodycze palone, smażone i farbowane

Jak już strzelasz, to odwracasz głowę w stronę czyśćca

W końcu jednak trafiono i mnie, w ucho lewe — prawe

Leżałem wtedy na leżaku, spoglądałem w niebo