Wychylam się niebezpiecznie za dziwną barierkę

tracąc prawie równowagę, próbuję złapać tę wilgoć

Latarnie nieczynne oświetlają mi tę wieczorną drogę

Mój pas startowy, rozpędzam się, odfruwając daleko

z lewej i prawej strony wiatr całuje mnie coraz namiętniej

Nie mogę się ciebie doczekać, no choć już, chodź do mnie

Chłodny wiatr poczułem na swojej żylastej karkówce

No rozbierz się już, rozbierz, niech nastąpi rajska nagość

Zdejmij te przyciasne stopy, ten płaszcz wysuszającej się skóry

ten kapelusz tłustych włosów zostaw gdzieś przypadkowo