Ich egzotyczna woń kołysała mnie w uśpieniu

CHODŹ — szepnęło niejęzykiem jakieś nieistnienie

Wszystko zaczęło się wzajemnie znosić

ten szum był szeptem miliardów istnień

Żaden z tych głosów nie był głośniejszy czy cichszy

dlatego wszystkie były słyszalne równocześnie

Chodź do nas, chodź do nas, wielość cię woła

Jesteśmy cudnie przeludnieni

jakże piękna ta istna katastrofa demograficzna

w obfitości przelewamy się na wszystko