zwinięty w papierek-cukierek słodki

O Boże, o Boże, jaki on bywa piękny

Pieśń szesnasta. Dziewica o czerwonych uszach śpiewa

Tak, jestem nią, czystą, wyborową jednostką

Nikt mnie nie dotknął, ja sam nie dotykałem

choć może raz albo dwa razy z tęsknoty

Jestem ofiarą całopalną, spaloną doszczętnie

Tylko czerwone, zawstydzone uszy pozostały

po mnie jako jedyna odznaka, medal za odwagę

Śpiewam teraz postpunkowe pieśni jodłowane