byś, piękny włóczęgo, pozostał chwilę przy mnie

Od liceum nosiłem buty, które gniotły miękkości

Byłem jak trup spalony dla wszystkich

Nikt nie zna tego smaku dziwnego

rwą się w swojej wilgotności i gotowości

do spełniania się w tym lub innym na chwilę

Ja, syn mleczarza, rozwoziłem ser żółty i biały

z czerwoną obwódką po północnych wsiach

a stare kobiety uśmiechały się do mnie cicho

nie miały reszty, one były resztkami