Pieśń dwudziesta piąta. Pieśń zakamuflowana

Wygrzebuję się z siebie, otrzepując się z lepkich resztek

Przyjaciółko, całujmy się więc do nienawiści zmuszone

przerażone sobą nawzajem, raczej chętne do bójki krwawej

Wspólne zetknięcie jest bardzo bolesne i nienamiętne

już żadnych rozkosznych ogonów przydługich grzechów

Niszczymy się podskórnie, drażnimy swe rany

Zjem ci policzek, kawałek szyi być może pogryzę, żując

Będę pluć już tym twoim mięsem, co zaczęło pracować

Ty będziesz mnie ranić błyskami twych głębokich otworów