Przejeżdżałem swym wozem, gdy wpadliśmy w zasadzkę

Widziałem twarz młodego chłopca celującego, zdenerwowanego

ledwo utrzymywał karabin, rozdawany za darmo na pochodach

Strzelił mi w twarz zupełnie amatorsko, celując za 10 punktów

Rozerwało się me oblicze niepoświęcone, krwawe relikwie

Żołnierze zastrzelili go szybko, próbowali ratować wodza

tamować mą krew, która uwolniona z użylnienia kipiała

Umierałem może pięć minut, skuwany mój wizerunek

tłuczony mój pomnik, moja statua 700-metrowa zniszczona

tak można zabić boga ze złotą twarzą Seta na polnej drodze