głaskałem po jasnych głowach i karciłem za brak dyscypliny

pouczałem ich właściwie, opowiadając przypowieści o sile

Me podium liczyło tysiące pilastrów zawiniętych w sobie

Tylko ja wygrażający niebu i skarżący je za zbyt jasne noce

za zbyt trzeźwe poranki po bitwach

Nad małymi, skarłowaciałymi pochodami widnieję rozciągnięty

Ochraniała mnie gwardia milczących, mroźnych morszczuków

która często się zjadała wzajemnie, zachowując dynamikę nocy

Wielokrotnie próbowano mnie zabić eksplozjami komet

Pewna trajektoria meteorytu zawarła się we mnie, zahaczając