z regularnością przychodzi sam właściciel, zbija mnie

bym nie zajmował swoim bytem zbyt dużo miejsca

Tutaj jest mieszkań przygotowanych jeszcze wiele

Będę coraz mniejszy, gęstszy, coraz bardziej unerwiony

niepodobny do żadnego człowieka ani zwierzęcia

Śmieją się teraz ze mnie, wskazują palcami mą dzikość

Oto cyrkowa atrakcja pod namiotem nieprześwitującym

Chodźcie, oglądajcie me potępienie, chodźcie i oglądajcie

Przez kraty tych słów wystawiam swój pysk gotowy was gryźć

Przez gęstą siatkę zdań się nie uwolnię, aby was pożerać