gniją we mnie, nie znajdując pokoju, karłowacieją, burzą się pianą
Schody w głębiny zapraszają, wiją się, kruszeją pod stopami
W przymkniętych okiennicach pląsa lęk tłusty, wygląda z okna
oglądając mój pejzaż wewnętrzny, wykrzywia mocniej panoramę
Liguryjskie czerwone drogi powinny przecież prowadzić do celu
Wiodą mnie jednak na punkt obserwacyjny, na Punta Corvo
Czerwienie zagubione w błędzie uciekają po bokach
sklepieniami się one zamykają wiecznymi, zasłaniając nieba
zasłaniając nieba nienamalowane w mym pejzażu wewnętrznym