Zbija zeszpecone, dawne piękności, twarze podrzucone mu pod

Jego rozpacz skryta pod głębokimi szatami, szatanami narzuconymi

Pewnie najlepsi krawcy zszywają mu te silikonowe odlewy cierpienia

w jedne masywne, kinetyczne stroiki, brzęczące wokół jak kastaniety

Co za zręczność ciągłego przeskakiwania wobec regularnej krytyki

to chyba jednak są ruchy w tańce zakluczone, a choreografia tajemna

Bogactwo niezliczone obciąża jego tren ciągle gubiący się, zjadający się

W koszykach z supermarketów mu przywożą nowe ciężary z karmelu

ciągle w nowe formy roztapiane na podwieczorek dla kolegów

na posiedzenia rady zarządu spółek z ograniczoną odpowiedzialnością