Głos spokrewniony usłyszałam wbity we mnie, tak daleki

Śpiewak fałszujący drżał, srał w majtki bawełniane z domieszką

po nogawkach rajstop ściekał mu mocz ze strachu przed sobą

Wciśnięcia w głębokości nieodkryte przez żadne wehikuły

Byliśmy dawno napełnieni ambrozją i nektarem kradzionym

Szeleszczą części skołtunione mocno, pod spodami

Słyszę świsty jak pieśni powlekane żałością wyczynową

Bóstwa spokrewnione tłoczą się w tym niemiejscu, we mnie

Przekrzykiwania na ścianach przepaści, noszę ją w sobie

Nienawidzę ich, a oni mojej obecności, jednakże zmuszeni