Trwam z więdnącym wiankiem chryzantem na głowie

Odszedł ten, co podawał mi wino do ust, pragnąc mnie

bez niego wysuszona oceniam ciągle mą stratę wieczną

Brak mi teraz tych pieprzonych, pastelowych kolorów

kojarzących się z jego cichą obecnością w dalekich tłach

Niech wasz płaczliwy skowyt wzniesie się, o płaczki

w ten kosmos okrutnie cichy i wolny, piekielnie wolny

Pieśń ósma. Bruna nasłuchuje bóstw spokrewnionych

Daleko i blisko pod mym ramieniem słyszę popiskiwanie

Żałosne, nerwowe moje drapanie w tym miejscu, gdzie swędzi