W samo południe, gdy słońce było najwyżej, pojękując, odchodziłem

Jak umrę, wszystko zgaśnie, potężne bóstwo zasypia ze wszystkim

w grobie wraz z rodziną żywcem pochowaną, wraz ze służącymi

i psami, i z wężem ogrodowym, programem telewizyjnym na piątek

Miękki zastrzyk przeciwbólowy kołysał się we mnie łagodnie

Łuski węża ogrodowego pokryły me oczy, oddech ustał w ciszy

Wtedy poczułem pierwszy raz lęk, zmuszał mnie do uciekania

odrzucając moje zewnętrzne warstwy, zachował się tylko środek

Jądro, skondensowane w środku mym, okazało się skarłowaciałe

Zostałem zdetronizowany, pośmiertny zamach stanu i ścięcie głów