panny niby mądre czekające na swego oblubieńca, aż przyjdzie

ale wyręczyłam go w tym jego opóźnionym przychodzeniu

Zabijałam je, strzelając im w łagodnie rozmazane oblicza

strzelając w ich miękkie karki, co do całowania i pieszczot służą

Zostałam w końcu schowana przed kontratakiem do miasta szarego

Schowana troskliwie do schludnej nory przez dawnych przyjaciół

pamiętali doskonale pieśni w moim wykonaniu sprzed lat

W małym przydzielonym mieszkanku żyłam jeszcze długo

czytając dzienniki i kręcąc przy tym głową ze zdziwienia

Urania pomału przestała promieniować, choć pozostałam w głębi