jestem zakalcem zapadniętym ciągle
nie ma żadnej szyby, żeby mi się przyglądać
Pieczona w formie chwytającej mój kształt
dziury we mnie pęcznieją po kulach dawnych
tkwią jak rodzynki i rozsadzają mnie
Ich rozgrzane wątroby eksplodują we mnie
Wewnątrz mnie jakieś obecności obce
drażnią mój głód i rozpacz, i zapadanie
Czy wielcy bogowie tak muszą kończyć
w okowach własnych, stalowych ramion?