Pieśń czterdziesta. Końce końców

Chodźcie do mnie wilki szaleńczo szare

nakarmię was pomyjami po ucztach trzech

Wpychajcie w swe pustki wielkie kęsy

ja będę was głaskać, korzystając z nieuwagi

Na koniec zawsze jest najwięcej jedzenia

na mych obrusach tak wiele pozostaje

Przyjdźcie do tej, co ciągle się rozdrapuje

Rozdrapuje swe zrastające się usta do śpiewu

z nieśmiałości zrastające się, z lęku, z pychy