Oto przechodziłam między podwojami tajnymi

twarz może przez to bardziej blada i wysuszona

Teraz unikam swych odbić w szkłach dekoracyjnych

w ich połamanych ornamentach widzę potępienie

Oblubieniec za górami i lasami brzozowymi

a ja palę papierosy, stojąc znów na trzech nogach

Stoję w oknie nad brzegiem morza, wypatrując powrotu

Wszystkie trzy nogi już mi drętwieją przez me pozowanie

Ciężarna jestem wobec pieśni pęczniejących w przełyku

Po cóż przechodzić szlakami mglistymi przez lasy?