Po cóż przechodzić szlakami mglistymi przez siebie?

W pojedynku pojedynczo ciągle jesteśmy zagubieni

między kopytami porzucamy się na chwilę, na momenty

Świadoma relacji barwnych i praw kontrastów jestem

ciągle rozstrzygana, rozstrzygająca się w wielobarwności

Przebiegając przez przebieralnie mnogie, w pędzie pochwycę

w pędzie pochwycę werdykty w kopertach, skradnę je

W najświętsze wedrę się, ukradnę te werdykty potępienia

Mój śliniak już cały mokry od opowieści uciekających

Pogubiłam me wdzięczne diademy, dostojne dodatki